17 i 18 października klasy piąte wybrały się na planowaną wycieczkę do Sandomierza. Dwudniowa wyprawa została zorganizowana przez wychowawców: p. R. Łabuz, P. M. Kozaka i p. S. Bzdek.
Piękna pogoda sprawiła, że wszystkie atrakcje turystyczne jeszcze zyskały w jesiennym słońcu. Na miejsce dotarliśmy bardzo szybko i już o godz. 11 rozpakowywaliśmy bagaże w Domu Turysty. Po zakwaterowaniu udaliśmy się na SandomierzPokaż galerieRynek, gdzie już oczekiwała na nas przewodniczka. Po omówieniu historii miasta, obejrzeniu przylegających do Rynku kamieniczek, wysłuchaliśmy o godz. 12 hejnał - muzykę skomponowaną przez M. Gomółkę. Następnie udaliśmy się na pyszne, sandomierskie lody. Później oglądaliśmy najstarsze liceum w mieście, kościół dominikanów. Wielkim przeżyciem był spacer podziemną trasą i pobyt w zbrojowni, w której wielu uczniów mogło poczuć ducha historii. 
Po tych atrakcjach wróciliśmy do rzeczywistości dzięki pobytowi w Muzeum ojca Mateusza. Dla wielu była to niezwykła atrakcja, gdyż mogli zrobić zdjęcia z figurami woskowymi znanych bohaterów i poszperać w różnych rekwizytach z planu filmowego.
Wąwozami lessowymi dotarliśmy na przystań, gdzie czekał na nas statek. W blasku zachodzącego słońca odbyliśmy rejs po Wiśle. Oczywiście nie zabrakło momentów na kupno pamiątek. Ten wyczerpujący dzień zakończyliśmy smaczną kolacją w restauracji "Flisak" na Małym Rynku. 
O godz. 20 opiekunowie urządzili dyskotekę ( niestety z powodu awarii sprzętu musiała się wcześniej zakończyć). O 22 zapadła cisza, chociaż niektórzy szeptali dosyć długo.
Drugi dzień rozpoczęliśmy śniadaniem o 7.45, po czym spakowaliśmy bagaże i wyruszyliśmy do Ćmielowa, gdzie w manufakturze porcelany mieliśmy najpierw warsztaty ( lepiliśmy różę ) a następnie udaliśmy się z panią przewodnik na zwiedzanie zakładu. Ogromne wrażenie wywarły na nas ceny poszczególnych wyrobów, chociaż widząc cykl produkcyjny i precyzję pracy, trudno się temu dziwić. Tym bardziej ucieszyły nas prezenty w postaci porcelanowych kubków.
Kolejnym punktem programu był pobyt w Ujeździe i ruiny zamku Krzyżtopór. W drodze powrotnej czekał na nas jeszcze McDonald. 
Do Lubnia dotarliśmy ok. godz. 18. Niektórzy rodzice  bardzo się zdziwili, widząc dzieci uzbrojone w łuki. miecze i topory.
Ta niezwykle udana impreza na długo pozostanie w naszej pamięci i z pewnością pomoże w przyswajaniu wiadomości zarówno na historii jak i j. polskim.
                                                                                                                                             
R. Łabuz